Już nie trzeba wyjeżdżać ze Śląska, żeby poczuć smak gór.
Po przekroczeniu drewnianych drzwi Gazdówki, przenosimy się do samego serca Zakopanego, do drewnianej tatrzańskiej bacówki. Nawet nasi kelnerzy zagadują jakoś tak inaczej, niczym juhasi „spod samiuśkich Tater”. Gdzieś tam od bufetu skrzypeczki słychać – zacinają rzewnie po góralsku, aż by się coś zjadło i wypiło.
Co dziś Gazda poleca?
Trzeba zacząć od polywki, kwaśnicy na baraninie – śpiewali o niej Golcowie czy żuru bogatego Bacy na góralską nutę. Jednak ostrzegamy – potem pojawiają się ogromne porcje pysznego hrubsego jadła, że tylko prawdziwy gazda może temu podołać. Spróbujcie cycki gazdowej kury w żurawinie, świnie w pomidorach upapraną czy wieprzka z ula przegonionego, koniecznie z ciupanymi grulami i zielem z wody.
Zwykle pełno tu cudzoziemców i naszych ceprów, którzy po zdaniu się na kelnera – wyglądającego niczym Janosik, nie mają problemu z odszyfrowaniem gwarowych nazw. W wesołym towarzystwie, po sutym jadle, możecie dalej miło spędzać u nas czas, kosztując słodkości, leśnej rozpusty czy czekoladowej rozkoszy, popijając herbatkę po góralsku, „gorzołkę i inkse cuda”.
Nasi łostromili Goście, prosimy Wos piyknie, przestapcie progi nasyj Gazdówki w Gliwicach, Bytomiu i Rybniku !